Opis Sprawy:

Kredyty we frankach spłaca nadal ponad 700 tysięcy Polaków. Coraz więcej z wspomnianych decyduje się na rozpoczęcie procesu sądowego ze swoim bankiem. Obecnie chyba nie ma osoby, która nie słyszałaby o słynnych frankowiczach. Głośne sprawy, które wspomniani wytaczają bankom liczone są już w dziesiątkach tysięcy. Z danych podanych na dzień 24 listopada 2021r. było to 62 tysięcy spraw dotyczących kredytów frankowych. Warto wspomnieć, iż na podstawie danych przedstawionych przez Związek Banków Polskich 84% z tych spraw kończy się wygraną frankowiczów już w I instancji. W 17% przypadków sądy zarządziły 'odfrankowienie’ kredytu, natomiast w 3/4 – unieważnienie umowy kredytowej. Zaledwie 6% z tych spraw trafia do apelacji. 

W związku z coraz gorzej rozwijającą się sytuacją dla banków coraz więcej z nich zaczęło się buntować i wysyłać do kredytobiorców pisma, mając na celu zatrzymanie fali pozwów. Pisma te dotyczyły informacji ze strony banku, iż na sprawie sądowej domagać się on będzie wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Jednak nawet Sąd Najwyższy nie wie, czy banki mają prawo żądać od swoich klientów takich pieniędzy. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów postanowił stanąć w obronie za frankowiczami i podał informację, iż banki nie mają prawa do domagania się takich pieniędzy w sytuacji, gdy sąd uzna umowę kredytową za nieważną z powodu stosowania w niej niedozwolonych postawień umownych.

Jest to najbardziej sporna kwestia w całej sprawie i nie rozwiązał jej prawnie dotychczas ani Trybunał Sprawiedliwości ani Sąd Najwyższy. Stanowisko UOKiK popiera także Rzecznik Finansowy. Z kolei Komisja Nadzoru Finansowego oraz Narodowy Bank Polski jest zdania, iż bankom takowe wynagrodzenie może się należeć. W praktyce jednak sądy nie mają problemu z rozstrzyganiem tych spraw i w nielicznych procesach, które wytoczyły banki frankowiczom zawsze sądu przyznają rację tym drugim. Żaden bank jak dotąd nie poinformował o swojej wygranej w tego typu sprawie.

Argument o wynagrodzeniu za kapitał jest jedyną bronią coraz większej ilości banków. Przez wysyłane zastraszenia chcą osiągnąć przerwanie fali pozwów dotyczących kredytów frankowych. Banki wysyłają takowe listy do klientów, którzy weszli już co prawda weszli na drogę sądową, aczkolwiek w większości z tych przypadków wyrok w sprawie jeszcze nie zapadł. Istnieją podejrzenia, iż mogą mieć więc one na celu uniknięcie przedawnienia roszczenia banku. 

W wojnę między frankowiczami, a bankami włączą się także prokuratura – oczywiście stając po stronie kredytobiorców. Razem z UOKiK postanowili przeanalizować pisma wysyłane do kredytobiorców przez banki. Jeżeli okaże się, że wywierają one nacisk na konsumentach celem zniechęcenia ich do dalszych prób dochodzenia roszczeń drogą sądową UOKiK zobowiązał się podjąć dalsze działania.

Niektóre banki wprowadziły w swoją politykę proces masowych ugód z frankowiczami. Przykładem jest bank PKO BP, który w październiku podjął taką taktykę. Jednak pojawiły się pewne zastrzeżenie dotyczące procesu prowadzonego przed Sądem Polubownym przy Komisji Nadzoru Finansowego. Stowarzyszenie Stop Bankowemu Bezprawiu zauważyło, że marże proponowane przez negocjatorów KNF i PKO BP podczas mediacji nad przewalutowaniem kredytów frankowych są zawyżone. Może to być nawet 1.5 procent. W przeliczeniach kwotowych może to być nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych straconych przez kredytobiorców. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów stwierdza, iż w zaistniałej sytuacji – kiedy bank nie proponuje żadnej korzystnej dla klienta ugody, droga sądowa pozostaje jedyną możliwą opcją dochodzenia roszczeń przez kosumentów. 

Banki walczą nie bez powodu. W grę wchodzą na prawdę wielkie pieniądze, które mogą stracić w sytuacji swojej przegranej w sądzie. Komisja Nadzoru Finansowego wyliczyła, iż w przypadku spełnienia się scenariusza najmniej korzystnego dla banków, czyli całkowitej wygranej frankowiczów w sądach, unieważnieniu umów oraz zwróceniu przez nich bankowi jedynie pożyczony kapitał to ogromny koszt, bo aż 110 miliardów złotych.