Decyzja o wystąpieniu na drogę sądową celem dochodzenia swoich praw nigdy nie jest prosta, zwłaszcza, gdy przeciwnikiem w sporze jest bank, czyli instytucja, zwykle nie mała, dysponująca sztabem prawników i sporymi możliwościami finansowymi. Dla frankowiczów powyższe nie powinno mieć jednak żadnego znaczenia, gdyż dotychczasowe spory prowadzone z bankami, dotyczące umów kredytowych odnoszących się do CHF, są doskonałym przykładem tego, że w przypadku kredytów frankowych banki tak naprawdę nie mają argumentów by się skutecznie bronić, niesłusznie pobrane przez bank pieniądze są więc wręcz na wyciągnięcie ręki.

TSUE potwierdza zasadność roszczeń frankowiczów.

Nie da się ukryć, że początkowo frankowicze mieli bardzo duży problem by wygrywać sprawy z zakresu umów kredytowych odnoszących się do franka szwajcarskiego, gdyż sądy nie wiedziały jak do takich spraw podchodzić, na jakiej podstawie orzekać i co tak naprawdę z umową kredytu frankowego zrobić. Determinacja frankowiczów doprowadziła jednak do tego, że dziś roszczenia kredytobiorców wysuwane przeciwko bankom, są praktycznie w pełni przez sądy uwzględniane.

Najnowsze wpisy dotyczące informacji na temat kredytów frankowych donoszą najczęściej o kolejnych sukcesach kredytobiorców, i nie chodzi tutaj tylko o orzeczenia wydawane przez sądy powszechne, lecz przede wszystkim o wyroki TSUE i uchwały Sądu Najwyższego, w sprawach frankowych nadal więc są wydawane rozstrzygnięcia, które ułatwią dochodzenie roszczenie tym wszystkim kredytobiorcom, którzy jeszcze nie zdecydowali się by pozwać bank.

Wyrok TSUE z dnia 29 kwietnia br., jest kolejnym wydanym w polskiej sprawie frankowej i w wyroku tym Trybunał po raz kolejny podkreślił, że to sąd krajowy powinien ustalić od kiedy biegnie termin przedawnienia roszczeń w sprawach frankowych, lecz jednocześnie TSUE uznał, że aneksy do frankowych umów o kredyty nie eliminowały z umowy niedozwolonego postanowienia dotyczącego sposobu ustalania kursu CHF i przeliczania zobowiązania wynikającego z umowy, jeżeli kredytobiorca nie miał świadomości, że zawiera aneks właśnie w tym celu, by umowę o kredyt we frankach „uzdrowić”.

Ponadto, nie można z umowy wyeliminować zapisu abuzywnego w części i umowa nie może być uzupełniana w tym zakresie przez sąd, Trybunał utrzymał więc dotychczasowe orzecznictwo, które dla frankowiczów jest korzystne.

Sąd Najwyższy także po stronie Frankowiczów.

Uzupełnieniem rozstrzygnięcia TSUE jest uchwała wydana przez Sąd Najwyższy dnia 7 maja br., w której to SN uznał, że po stwierdzeniu nieważności umowy kredytu frankowego, rozliczenie pomiędzy bankiem, a kredytobiorcą powinno nastąpić w oparciu o teorię dwóch kondykcji, a więc roszczenia każdej ze stron traktowane są odrębnie.

Na słuszność powyższego rozstrzygnięcia wskazywano już od dawna, sądy jednak różnie do tematu podchodziły i nierzadko orzekały dokonując automatycznego rozliczenia stron (w oparciu o teorię salda), teraz już jednak jest pewne, że słuszny jest sposób rozliczenia korzystniejszy dla frankowiczów.

W podjętej uchwale SN wypowiedział się również na temat terminu przedawnienia roszczeń frankowych, a właściwe od jakiego momentu ów termin należy liczyć. Z rozważań Sądu wynika zatem, że bank może żądać zwrotu swego świadczenia dopiero od chwili, w której umowa kredytu stała się trwale bezskuteczna, do tego bowiem czasu jej skuteczność pozostaje w zawieszeniu na korzyść konsumenta.

Całkowita bezskuteczność umowy kredytu staje się trwała (definitywna) wtedy, gdy należycie poinformowany o niedozwolonym charakterze postanowienia i jego konsekwencjach konsument nie wyraził świadomej i wolnej zgody na postanowienie. O należytym poinformowaniu zaś można mówić wtedy, gdy konsumentowi udzielono w sposób obiektywny i wyczerpujący informacji o konsekwencjach prawnych, jakie może pociągnąć za sobą bezskuteczność niedozwolonego postanowienia, w tym – ewentualnie – o będącej jego następstwem bezskuteczności całej umowy i jej konsekwencjach.

Z powyższego wynika zatem, że roszczenia banku, jak i kredytobiorcy, pozostają aktualne, zatem kolejna sporna kwestia została rozwiązana, a frankowicz po unieważnieniu umowy może dochodzić zwrotu wszystkich uiszczonych rat i opłat, zaś bankowi przysługuje żądanie o zwrot kapitału. 

By wygrać z bankiem nie potrzeba kolejnej uchwały SN.

Wielu frankowiczów zadaje sobie również pytanie, czy korzystnie już teraz jest pozwać bank, czy może lepiej poczekać na kolejną uchwałę SN, która ma udzielić odpowiedzi na najbardziej problematyczne kwestie dotyczące kredytu we frankach szwajcarskich. Czekając na kolejne rozstrzygnięcia frankowicze chcą bowiem zwiększyć swoje szanse na wygraną z bankiem, ale także chcą mieć pewność, że po złożeniu pozwu przeciwko bankowi nie zostanie wydane orzeczenie, które przekreśli ich szanse na wygranie procesu.

Uchwała na którą wielu kredytobiorców czeka pierwotnie miała być wydana w marcu br., jednak trwająca pandemia, a następnie oczekiwanie na wyrok TSUE wydany w odpowiedzi na pytania prejudycjalne Sądu Okręgowego w Gdańsku, spowodowały przesunięcie terminu wydania uchwały na maj br. Termin ten także jednak nie został zachowany, gdyż do wydania rozstrzygnięcia jest konieczne, w ocenie Sądu, zajęcie stanowiska przez podmioty angażujące się w kwestie zobowiązań frankowych. W tej więc sytuacji, nikt tak naprawdę nie wie kiedy uchwała zostanie wydana, opieszałość SN nie powinna jednak powodować, że frankowicze odsuną w czasie walkę o swoje prawa.

Uchwała na którą tak wielu kredytobiorców czeka, przełomu w sprawie kredytów frankowych nie przyniesie, gdyż roszczenia frankowiczów są już w pełni potwierdzone i na temat ich zasadności SN nie będzie się wypowiadać, a ponadto, poznaliśmy już odpowiedzi na większość pytań, które do SN zostały skierowane. Jedyną problematyczną, i do tej pory nierozstrzygniętą kwestią, są ewentualne roszczenia banków względem kredytobiorców za korzystanie z udostępnionego kapitału w przypadku unieważnienia umowy kredytu.

Prawnicy zajmujący się sprawami zobowiązań kredytowych odnoszących się do CHF są jednak w tym temacie zgodni i od początku wskazują, że banki nie mogą skutecznie domagać się tego typu należności, bo nie znajdują one podstaw w obowiązujących przepisach. Uchwała SN może tylko poprawić sytuację frankowicza w sądzie, jednak jej brak nie stanowi podstawy do tego by zwlekać z pozwem przeciwko bankowi.

W sądach „rządzą” frankowicze.

Najistotniejsze dla kredytobiorców jest jednak to, że kredyty frankowe są podważane przez sądy, a żądania konsumentów są uwzględniane. W Polsce prawdziwy przełom w sprawach frankowiczów nastąpił, gdy TSUE wydał wyrok w sprawie państwa Dziubak, gdyż tak naprawdę od tego momentu sądy przestały się obawiać orzekać przeciwko bankom, a co za tym idzie, więcej osób zdecydowało się na pozwanie banku i walkę o swoje prawa.

W ubiegłym roku rekordowa liczba frankowiczów zdecydowała się na postępowanie sądowe i wystąpiła z pozwami, zainteresowanie sprawami z zakresu kredytów we frankach było tak duże, że utworzono nawet nowy wydział, przeznaczony tylko do rozpatrywania spraw dotyczących kredytów frankowych, w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Od początku ubiegłego roku, praktycznie z miesiąca na miesiąc, rosła liczba postępowań kończących się korzystnie dla posiadaczy kredytów frankowych, natomiast obecnie szacuje się, że ponad 90 procent spraw mających za przedmiot kredyty frankowe kończy się właśnie, poprzez uwzględnienie roszczeń konsumentów. Trudno przywołać inny przykład roszczeń, które w tak dużej mierze byłyby uwzględniane przez sądy, sprawy o kredyty frankowe z całą pewnością stanowią więc pod tym względem ewenement, nie tylko w Polsce, i frankowicze powinni z tego korzystać.

Wbrew powszechnym opiniom, zwłaszcza tym ferowanym przez banki, proces z bankiem wcale nie musi być długotrwały i kosztowny, a jeżeli kredytobiorca korzysta z pomocy prawnika w dochodzeniu swoich roszczeń, to i ryzyko przegranej jest wręcz minimalne. Powyższe nie oznacza oczywiście, że żądania wysuwne wobec banków, są niejako automatycznie uwzględniane przez sądy, po stronie kredytobiorcy istnieje bowiem obowiązek wykazania zasadności dochodzonej kwoty, jednak i tak sytuacja frankowicza jest dużo lepsza, niż jego przeciwnika, czyli banku.

Na wątpliwościach kredytobiorców zyskują banki.

Zasadność roszczeń każdego frankowicza tak naprawdę nie ulega najmniejszej wątpliwości, gdyż praktycznie wszystkie banki działały bardzo podobnie zawierając umowy kredytu frankowego, jednak mimo wszystko, wątpliwości wielu osób, zobowiązanych na podstawie kontraktów frankowych, nadal są duże w przypadku dochodzenia swoich praw na drodze procesu sądowego. Kredytobiorcy mogą mieć oczywiście obawy by proces z bankiem prowadzić, jednak największym wygranym w takiej sytuacji jest właśnie bank, który na niekwestionowanym przez frankowicza kredycie ciągle zarabia.

Banki w sprawie zobowiązań frankowych przyjęły bardzo prostą taktykę, dopóki kredyt jest spłacany terminowo i żadne żądania nie są wysuwane względem banku z tytułu zawartej umowy, to bank również się nie wychyla i pieniądze wpłacane przez frankowicza z radością przyjmuje. Gdy jednak kredytobiorca zaczyna się interesować roszczeniami wobec banku, lub co gorsza, zdecydował się złożyć pozew, wówczas sytuacja banku diametralnie się pogarsza. Niektóre banki w takich przypadkach oferują swoim klientom zawarcie ugody, takie rozwiązanie nie jest przeważające, jeśli jednak kredytobiorca otrzyma taką propozycję i zdecyduje się z niej skorzystać, wówczas najpewniej kredyt, od dnia jego zaciągnięcia, będzie traktowany jak kredyt złotówkowy, zaś oprocentowanie LIBOR zmieni się na WIBOR. Rozwiązanie to nie jest oczywiście korzystne dla kredytobiorcy, lecz dla banku jest ono lepsze niż przegranie kolejnego procesu, dlatego właśnie niektóre banki oferują ugody, by finalnie mniej stracić.

Najtrudniej sytuacja banków przedstawia się jednak wówczas, gdy zobowiązani z frankowej umowy kredytowej idą do sądu prowadzić proces, gdyż odsetek spraw wygranych przez banki jest naprawdę niewielki, z kolei każda przegrana sprawa to po stronie banków olbrzymie koszty. W takiej sytuacji to banki są zobowiązane do pokrycia kosztów postępowania, oraz świadczeń zasądzonych na rzecz frankowicza, zobowiązania po ich stronie sięgają więc olbrzymich kwot, dlatego dla banku najlepiej jest, gdy kredyt nie jest kwestionowany. W tym więc kontekście nie dziwi, że banki bardzo często wypowiadają się w taki sposób, by zniechęcić frankowiczów do składania dużej liczby pozwów, bo każdy wyrok to dla nich koszt i strata.

O co Frankowicz może pozwać bank?

W zakresie roszczeń względem banków kredytobiorcy mogą w sądach walczyć o unieważnienie lub odfrankowienie umowy kredytu, porównując jednak liczby w przypadku jednego i drugiego żądania, nadal stwierdzenie nieważności cieszy się większą popularnością, bo dotyczy około 2/3 wszystkich zainicjowanych postępowań.

Unieważnienie powoduje, że zawarta umowa o kredyt przestaje istnieć, po unieważnieniu kredytobiorca odzyskuje więc od banku całą kwotę, którą wpłacił wykonując zawartą umowę, natomiast sam do banku powinien zwrócić równowartość otrzymanego kapitału. Strony nieważnej umowy muszą się więc wzajemnie rozliczyć z otrzymanych świadczeń, jednak po tej czynności, tak naprawdę mogą o kredycie zapomnieć.

Odfrankowienie powoduje z kolei, że z umowy eliminowane są postanowienia walutowe, a więc zobowiązanie z zaciągniętego kredytu nie będzie już odnosić się do niepewnego kursu franka, lecz kredyt stanie się kredytem wyrażonym w złotych. Usunięcie odniesienia do franka w przypadku odfrankowienia ma natomiast dwojaki skutek, gdyż nie tylko obniżą się kolejne raty kredytu, lecz dodatkowo bank zobowiązany będzie do zwrotu nadwyżki, która powstała z tytułu stosowania przez bank zapisów niezgodnych z prawem. Po odfrankowieniu kredytobiorca nadal jednak będzie musiał kredyt spłacać, z tym jednak wyjątkiem, że będzie to kredyt w złotych, więc wysokość kolejnych rat nie będzie zależna od arbitralnej decyzji banku.

Wniosek jest więc prosty, należy jak najszybciej złożyć pozew dotyczący umowy we frankach, bo kredytobiorcy tylko w sądach mogą uzyskać ochronę. Działań przeciwko bankom nikt za nich nie podejmie, zatem sami muszą zawalczyć o uzyskanie korzystnego wyroku.