Pandemia koronawirusa to wyzwanie z którym obecnie musimy się zmierzyć i które oddziałuje na każdą sferę naszego życia. Zamknięte szkoły i odwołane różnego rodzaju imprezy to jednak dopiero początek, lecz już teraz widać jej negatywny wpływ na gospodarkę. Przewiduje się natomiast, że walka z wirusem może potrwać nawet kilka miesięcy, a więc kolejne obostrzenia, a także straty w gospodarce są nieuniknione, osoby posiadające kredyt we frankach szwajcarskich mają zatem powody do zmartwień.

Obecne problemy gospodarcze spowodowały, że kurs franka szwajcarskiego mocno poszybował w górę i w ostatnim czasie bliski był nawet „pobicia rekordu” sprzed kilku lat, kiedy to kredytobiorcy płacili raty w najwyższej w historii wysokości. Dynamika i nieprzewidywalność sytuacji powoduje więc, że miesięczna rata kredytu we frankach zmienia się praktycznie z godziny na godzinę, z kolei kredytobiorcy nie mają jak przed takim wzrostem się bronić i jedyne co im pozostaje to spłacać kredyt w ratach, które bank wyliczył.

Zainteresowanie kredytobiorcami, lecz nie tylko tymi posiadającymi zobowiązanie w walucie obcej, wykazał jednak prezydent, który w związku z zaistniałą sytuacją wyszedł z inicjatywą odroczenia płatności kolejnych rat kredytów nawet o kilka miesięcy. Takie rozwiązanie z całą pewnością ucieszy osoby, które posiadają duże zobowiązania finansowe, a których zdolności finansowe są podatne i w znacznej mierze uzależnione do zaistniałej sytuacji, jednak frankowicze wcale nie mogą mieć pewności, że po upływie okresu przez który spłata kredytów będzie zawieszona (o ile oczywiście takie rozwiązanie zostanie wprowadzone), ich miesięczne raty „wrócą” do dotychczasowej (akceptowalnej) wysokości, bo w końcu to bank ustala kurs waluty, w oparciu o tylko sobie znane kryteria.

Kredytobiorcy, którzy jednak zmęczyli się ciągłą niepewnością i spłacaniem kredytu, który w każdym miesiącu ma tak naprawdę inną wartość, mogą takiego zobowiązania się definitywnie pozbyć, lecz wówczas jest konieczne pozwanie banku.

Wytoczone przeciwko bankowi powództwo może dotyczyć unieważnienia zawartej umowy kredytowej, lub jej odfrankowienia, wybór tutaj należy do kredytobiorcy, jednak po tak długim okresie spłaty kredytu (zwykle jest to 10-12 lat), lepszym dla kredytobiorcy rozwiązaniem jest unieważnienie umowy.

Unieważnienie umowy powoduje bowiem, że taka umowa przestaje istnieć, a więc kredytobiorca nie będzie zobowiązany do dalszej spłaty kredytu, jak również zabezpieczenie hipoteczne ustanowione na nieruchomości na rzecz banku zostaje zniesione, jedyną kwestię jaką trzeba rozwiązać to wzajemne rozliczenie banku i kredytobiorcy.

Skutkiem unieważnienia jest bowiem konieczność zwrotu tego co każda ze stron otrzymała na podstawie nieważnej umowy, bank musi więc oddać pobrane od kredytobiorcy raty wraz z odsetkami, prowizję pobraną za udzielenie kredytu oraz wszelkie inne opłaty, które w związku z udzieleniem kredytu poniósł kredytobiorca, natomiast kredytobiorca oddać będzie musiał równowartość wypłaconego mu przez bank kredytu. W finalnym rozliczeniu takie rozwiązanie może więc spowodować, że kredytobiorca nic do banku nie będzie musiał zwracać, a to dlatego, że przez cały okres spłacania kredytu wpłacił do banku już więcej niż wynosiło jego pierwotne zobowiązanie.

Odfrankowienie jest z kolei rozwiązaniem mniej radykalnym, bo zawarta umowa nie upada, a jedynie ulega modyfikacji. Na skutek odfrankowienia z umowy kredytowej usuwane są bowiem niedozwolone postanowienia, które uprawniały bank do dowolnego ustalania kursów waluty od których z kolei zależała wysokość zobowiązania kredytobiorcy i poszczególnych rat do spłaty. Kredyt po takim zabiegu staje się więc kredytem złotówkowym, kredytobiorca w dalszym ciągu będzie więc spłacać kredyt, lecz w niższej wysokości, a dodatkowo bank będzie musiał zwrócić kredytobiorcy różnicę pomiędzy tym co od niego rzeczywiście pobrał, a tym co pobrać powinien, gdyby nie stosował niedozwolonych zapisów zawartych w umowie.

Warto również zwrócić uwagę, iż kredytobiorcy mają możliwość wstrzymania się z dalszym spełnianiem świadczenia, jeżeli świadczenia te oparte są o nieuczciwe postanowienia umowne. Taki pogląd wyraziła już w 2000 roku Komisja Europejska, jednak sądy nadal nie są chętne do wstrzymywania spłaty kredytu przez czas trwania procesu, dlatego niestety samowola kredytobiorcy w tym zakresie może przynieść mu szereg negatywnych konsekwencji, choć tak w rzeczywistości nie powinno być, bo to kredytobiorcy są w tym przypadku „ofiarami” banków.